Eliaszówka- krótki, przyjemny i widokowy spacer

Na Eliaszówce byliśmy już 3 razy ale dopiero podczas ostatniego podejścia udało nam się w pełni podziwiać panoramę roztaczającą się z wieży widokowej stojącej na szczycie. Ciekawość tego co stamtąd widać zwyciężyła i po kolejnych „niepowodzeniach” w końcu udało nam się porozglądać. Byliśmy tam zimą i latem stąd też mogę powiedzieć , że Eliaszówka jest dobrym pomysłem na niedługi spacer na każdą porę roku. Wędrówka jest przyjemna, niewymagająca i może być traktowana jako rozgrzewka przed dłuższymi trasami lub jako zwiastun i zachęta do eksploracji tego wszystkiego wspaniałego co czeka  na nas w Beskidzie Sądeckim. Eliaszówka to również doskonały pomysł na spędzenie „lajtowego” popołudnia w towarzystwie spektakularnych widoków na Tatry z nieodległej polany Litawcowej. Ruszamy w kierunku Obidzy i Eliaszówki.

„Do trzech razy sztuka” to przysłowie, które sprawdziło sie u nas doskonale w przypadku Eliaszówki. Dopiero za trzecim razem udało nam się rozejrzeć ze szczytu i rozpoznać okoliczne wierzchołki. Wcześniej jakoś się nie składało bo albo mgła , albo śnieg albo kiepska przejrzystość powietrza.

Zimowa niepogoda, widok z polany Stacje Górne
Widok z wieży w mroźny dzień
Widok z wieży 31.12.2019 ( sylwestrowy spacer)

Nie poddawaliśmy się jednak i w końcu udało się trafić na sprzyjającą aurę. Trzeci raz na Eliaszówce znaleźliśmy się trochę przypadkiem . Gorący letni dzień i  burze prognozowane na popołudnie nie zachęcały do długich spacerów , z drugiej  strony nie chcieliśmy spędzić pięknej niedzieli w domu. Nie pozostało więc nic innego jak zorganizować sobie krótszy spacer. Wsiedliśmy do samochodu i doszliśmy do wniosku, że zdecydujemy w drodze gdzie powędrujemy. Rozglądając się po okolicy przypomniałam sobie o Eliaszówce. Niedługa trasa , raptem 3,5 km , w dodatku głównie biegnąca lasem i wieża widokowa na szczycie. Wszystko idealnie do siebie pasowało w kontekście pogody, temperatury itp. Obraliśmy kierunek na Piwniczną i dalej na Obidzę.

Fragment zielonego szlaku
Na ciepły dzień w sam raz, niedaleko i w cieniu

Już sam dojazd na miejsce był bardzo przyjemny ponieważ okolica jest cudowna. Zielone wzgórza i leniwie płynący Poprad to uroki podróżowania po Beskidzie Sądeckim. Dotarliśmy do Piwnicznej i przejechaliśmy przez urokliwy rynek. Warto na chwilę zatrzymać się w tym niewielkim miasteczku, które położone jest nad Popradem. Obszar Piwnicznej rozpościera się od wysokości 357 m do około 1140 m gdzie znajdują się najwyżej położone gospodarstwa. Założycielem miasta był Hańko, mieszczanin pochodzący z Nowego Sącza. Pierwotna nazwa osady to Piwniczna Szyja, która odnosiła się do „wąskiego przesmyku, gardziela”, czyli charakterystycznego zwężenia rzeki Poprad w okolicach dzisiejszego Międzybrodzia. Sama nazwa Piwniczna pochodzi od „zaciemnionego przez cień gęstego boru wjazdu do miasta od strony północnej”. Istnieje również alternatywne wytłumaczenie nazwy Piwniczna, lecz jest ono jedynie ludowym przekazem utartym w tutejszej tradycji. Otóż różne wzmianki wspominały o tym, że w Piwnicznej i okolicy były miejsca, gdzie istniały podziemne przejścia, tunele, szyby, lochy itp. Około 1880 roku odkryto w Piwnicznej źródła wód mineralnych. Popularna „Piwniczanka” pochodzi z tutejszej rozlewni. Tuż przed mostem skręciliśmy z drogi nr 87 w prawo , w kierunku stacji kolejowej i za chwilę kolejny raz w prawo na Obidzę. Im wyżej tym droga stawała się węższa i powiem, że zimową porą podjazd na górny parking może być nie lada wyzwaniem. Wiemy to po swoich doświadczeniach z grudnia ubiegłego roku kiedy to nasze auto „nie dało rady” i zostało na przydrożnej zatoczce. Pewnie do góry wyjeżdżały tylko miejscowe terenówki.

Zima w Piwnicznej
Zima w Piwnicznej

Podchodząc na własnych nogach już na wysokości Bacówki nad Obidzą pojawiały się pierwsze rozległe widoki na Beskid Sądecki i mogliśmy zachwycać się chociażby Pasmem Jaworzyny Krynickiej. Latem podjazd nie powinien stanowić kłopotu i możemy wtedy zostawić samochód na nie tak dawno powstałym parkingu.

Zapowiada się ciekawie, pierwsze widoki
A tutaj zimą, pięknie

Piszę , nie tak dawno bo pamiętam, że jeszcze kilka lat temu w okolicach Obidzy był problem z zaparkowaniem. Dzisiaj parking jest ale nie jest on jakiś bardzo duży i aby mieć pewność , że znajdziemy miejsce należy stawić się tam wcześnie rano. Kiedy już „ pokonamy” transportowe schody możemy w końcu ruszyć na szlak:).

Okolice parkingu

Z parkingu wróciliśmy kilkanaście metrów do szlakowskazu na Przełęczy Gromadzkiej. Dzień był słoneczny i coraz cieplejszy więc 3,5 km do wieży widokowej na Eliaszówce były w sam raz. Ruszyliśmy zielonym szlakiem przez las. Początek szlaku to właściwie płaska, szutrowa droga. Znaki od czasu do czasu odbijały z duktu w leśną , wąską ścieżkę aby za chwilę powrócić na główny trakt. Las i wszechobecne kałuże łagodziły narastający upał więc ani George ani my nie odczuwaliśmy wysokiej temperatury.

Są kałuże, jest dobrze
Błotne SPA
Wędrujemy

Zielony szlak biegnie grzbietem Eliaszówki wzdłuż granicy polsko- słowackiej. W drodze na szczyt otwierają się widoki na Radziejową, Wielki Rogacz, Niemcową, i pasmo Jaworzyny Krynickiej, szczególnie ładnymi  i ciekawymi widokami delektowaliśmy się  z polany Stacje Górne (930 m), gdzie umieszczone są tablice informacyjne i opisana panorama.

Stacje Górne zimową porą
Szlakowskaz
Stacje Górne, lato

Już tradycyjnie zrobiliśmy sobie krótką przerwę na sesję fotograficzną i ruszyliśmy dalej.

Moje „fotografowanie”🤣
Letnie , górskie łąki

George kocha tarzanie się w trawie i widząc takie ogromne, zielone pole absolutnie nie odmówił sobie przyjemności. Jak widać niewiele mu do szczęścia potrzeba.

Relaks
Pełnia szczęścia

O samym szlaku trudno napisać coś więcej oprócz tego że był łagodny i przyjemny. Przed samą Eliaszówką pokonaliśmy lekkie podejście ale nie stanowiło ono żadnego wyzwania, a raczej było urozmaicenie całej trasy. Niewymiernym plusem szlaku jest to , że możemy bez obaw wędrować nim o każdej porze roku. Jak wiadomo zimą czasy przejścia mogą znacznie się wydłużyć , ale w przypadku szlaku na Eliaszowkę, jego  niewielka odległość jest jak znalazł. Szczyt Eliaszówki jest zalesiony ale stoi na nim około 20 m wieża widokowa z której przy dobrej widoczność panoramy są cudne.

Na wieży widokowej

Dzisiaj i nam w końcu było nam dane zobaczyć te urokliwości. Eliaszówka mierzy 1023 m npm i jest najwyższym szczytem Gór Lubowelskich będących częścią Beskidu Sądeckiego. Ze szczytu można zejść do słowackiej miejscowości Litmanova.

Kierunek do Litmanovej

Korzystając z pięknej pogody ile sił w łapach i nogach wbiegliśmy na najwyższe piętra wieży widokowej. Chyba Wam wcześniej nie pisałam ale George na odległość wyczuwa wieże widokowe i jak kozica wbiega na ich szczyt…. nie mam pojęcia skąd to ma! Łaskawość aury pozwoliła popatrzeć na otaczająca okolicę. I tak na pierwszym planie widzieliśmy Wielkiego Rogacza, Radziejową i Przehybę, dalej Gorce i wierzchołek Trzech Koron.

Widok na Wielkiego Rogacza
W kierunku Gorców
Wierzchołek Trzech Koron

Po przeciwnej stronie rozciągało się pasmo Jaworzyny Krynickiej , a na południu delikatnie zarysowały się Tatry. Widok na Tatry jest nieco przysłonięty przez wysoko rosnące drzewa ale można użyć oczu wyobraźni i będzie pięknie. Poza tym do arcymistrzowskich widoków na Tatry jeszcze dziś wrócimy.

Kolejne panoramy
I jeszcze pasmo Jaworzyny
Widok z góry na szlak w kierunku Kosarzysk

Na szczycie Eliaszówki znajduje się wiata i miejsce na odpoczynek. Po obfotografowaniu okolicy wracaliśmy na parking tą samą drogą. Z Eliaszówki można zejść w kierunku Kosarzysk kierując się do Chatki na Magórach ale ta część szlaku jest nam jeszcze nieznana.

Na szczycie Eliaszówki
Szlakowe „możliwości”
W drodze powrotnej

A… jeszcze obiecane Tatry. Z parkingu na Obidzy wystarczy podejść kilka kroków w kierunku Wielkiego Rogacza i zatrzymać się na rozległej Polanie Litawcowej (952 m npm). Na temat widoków nie napisze nic, sami zobaczcie na fotografiach.

Jesienny Beskid Sądecki
Sylwestrowy spacer- polana Litawcowa
Za 5 minut całe Tatry zniknęły w chmurach

Niedzielny spacer zakończyliśmy kawą i zimnym piwkiem nad Popradem, na tarasie hotelu Czarna Owca. George dostał miskę z wodą i wylegiwał się w słoneczku , a my wsłuchiwaliśmy się w szum rzeki. I taki niby krótki, niepozorny spacer a dzień był naprawdę udany. Ps. znam w tej okolicy „tajne” miejsce z rewelacyjnymi kozimi i owczymi serami, są najlepsze!

PRAKTYCZNIE:

  • dojazd na Obidzę : w Piwnicznej tuż przed mostem na Popradzie skręcamy z drogi nr 87 w prawo i za chwilkę znów w prawo ( znaki na Sucha Dolina, Obidza)
  • bezpłatny parking znajduje się za Przełęczą Gromadzką, niezbyt duży, zimą może być kłopot z dojazdem ponieważ podjazdy na wąskiej drodze są dość strome i leży na nich śnieg. Latem zwłaszcza popołudniami panuje tam dość spory ruch więc zalecana jest ostrożność ( czasem ciężko minąć się na wąskich fragmentach)
  • z Eliaszówki można zejść: w kierunku Kosarzysk kierując się niebieskim szlakiem rowerowym i w kierunku Litmanovej na Słowacji ( szlak żółty)
  • start wycieczki z Przełęczy Gromadzkiej, zielony szlak
  • czas: 2,25 h; dystans 7,20 km; wznios 264 m

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.