Martinskie Hole- widoki na wszystkie góry Słowacji

Martinskie Hole- widoki na wszystkie góry Słowacji

Jest pogoda- są góry ! I tego trzymamy się cały czas, szczególnie , że w tym roku dobrej pogody jest jak na lekarstwo. Tym razem wybraliśmy Słowację i Małą Fatrę ale tą mniej popularną jej część czyli Fatrę Luczańską. Mała Fatra Luczańska to południowo-zachodnia część pasma Małej Fatry na Słowacji. Głęboki przełom rzeki Wag, oddziela ją od położonej na północnym-wschodzie lepiej znanej Fatry Krywańskiej. Okolice Wielkiego Krywania , Rozsutca czy Stoha odwiedziliśmy już kilka razy, a w Fatrze  Luczańskiej byliśmy po raz pierwszy. Fatra Luczanska jest średnio o 200-300 m niższa od Fatry Krywańskiej i ma zupełnie innych charakter. Bardziej przypomina bieszczadzkie połoniny niż Tatry.

Widok na Fatrę Krywańską

Naszą podróż rozpoczęliśmy o godzinie 7.00 w Krakowie. Nawigacja wskazywała 197 km i 3 h 48 min jazdy samochodem. Na pierwszy rzut oka coś tu nie grało. Wprawdzie czytaliśmy o utrudnieniach na drodze do Martinskich Holi ale żeby aż tyle??? No nic. Zaufanie musi być, przecież nawigacja się nie myli. Po 2,30 h jazdy dotarliśmy w miejsce gdzie kończyła się droga. Wprawdzie był to rejon Małej Fatry niestety niekoniecznie miejsce skąd mieliśmy iść w kierunku Martinskich Holi. Po chwili zastanowienia okazało się, że nazwa miejscowości się zgadza, ale miejsce położone jest nieco bardziej na zachód i aby ruszyć w obranym przez nas kierunku musieliśmy wrócić do wsi Vrutky , co zajęło nam około 40 min. Dzień zaczął się ciekawie! Z doświadczenia wiem, że jeżeli coś kiepsko się zaczyna to również istnieje prawdopodobieństwo średniego zakończenia ale po co generalizować. Zobaczymy co będzie dalej. Pojechaliśmy w dobrym kierunku i z drogi nr 65 skręciliśmy na Martinskie Hole. Wjeżdżając na właściwą trasę minęliśmy szlaban i tablicę informującą o tym , że wjazd w górę odbywa się w godzinach od 6.00-12.00 i  od 19.00- 24.00, a zajazd w dół od 13.00- 18.00 i od 01.00- 6.00.  Doczytaliśmy później, że obostrzenia te dotyczą raczej okresu zimowego, w którym to Martinskie Hole są bardzo popularnym ośrodkiem narciarskim. W zimie na drodze obowiązuje konieczność zakładania łańcuchów.

Droga w kierunku Martinskich Holi.
Tablica informująca o organizacji ruchu na drodze do Martinskich Holi.

Droga była typowo górska. Bardzo wąska i dodatkowo nawierzchnia wołająca o pomstę do nieba! 10 km , ponad 600 m  przewyższenia i niezliczona ilość dziur. 30 km/h to już zawrotna prędkość, o czym informowało nas trzęsące się auto. Do gładkich , górskich dróg rozścielonych np. w Dolomitach brakowało bardzo dużo. Trasa pięła się serpentynami dość stromo. Im wyżej tym ciekawsze widoki pojawiały się pomiędzy drzewami. Już nie mogliśmy doczekać się tego co zobaczymy gdy dojedziemy na miejsce. Po 20  minutach dość wymagającej jazdy zaparkowaliśmy auto w pobliżu Chaty Martinske Hole. Przyznam, że klimat mocno przypominający PRL. Raczej nie było widać tutaj nowoczesnej infrastruktury narciarskiej czy kurortowej bazy noclegowej. Większość budynków w remontach, a wyciągi narciarskie erę swojej świetności miały dobre parę lat temu.

Ze względu na wcześniejsze zawirowania związane z dojazdem start wycieczki nieco nam się opóźnił. Stwierdziliśmy, że przygodę z Fatrą Luczańską rozpoczniemy od późnego śniadania na tarasie przy chacie. Towarzyszyło nam kilka osób ale tłumów zdecydowanie brak.

Chata Martinskie Hole
Chata Martinskie Hole.

W samo południe ruszyliśmy na szlak. Z parkingu w towarzystwie żółtych znaków udaliśmy się w kierunku Križavy, a dalej Velkej Luki. Szło się wygodnie , ponieważ szlak biegł wzdłuż zniszczonego asfaltu, którym dojeżdzaliśmy na parking.

Zniszczony asfalt w drodze na Kriżavę.

Opuszczając okolicę Martinskej Chaty i podchodząc wyżej już mogliśmy zauważyć, że gór się dzisiaj naogladamy ☺. Z każdym krokiem odsłaniały się kolejne widoki. Im wyżej tym panorama stawała się coraz bardziej rozległa. Jedynym mankamentem była dość przestarzała infrastruktura narciarska. Jakieś słupy od wyciągu, stoły i drewniane ławki czy też opuszczone budki, które pewnie w zimie miały jakąś funkcję.

Widok ze szlaku na Kriżavę w kierunku doliny rzeki Wag.

Idąc wyżej przestaliśmy na to zwracać uwagę ponieważ oczy „dwoiły się i troiły” aby objąć to co na horyzoncie. A było tego sporo.

Dolina rzeki Wag. Velky Chocz i Tatry.

I tak : na pierwszym planie Velky Chocz ( pewnego upalnego dnia ta góra dała nam w kość) dalej widzieliśmy Małą Fatrę Krywańską z Suchym ,Małym i Velkim Krywaniem oraz Stochem, Velką Fatrę, Tatry, Niżne Tatry i wiele innych mniejszych pasm. W dolinie wiła się rzeka Wag, która oddziela Fatrę Luczańską i Krywańską. Widok piękny i niepowtarzalny.

Velky Chocz, w tle Tatry.
Widoki z Kriżavy. Velki Chocz na pierwszym planie.
Widok z Kriżavy w kierunku Fatry Krywańskiej.

Po około 45 minutach marszu osiągnęliśmy szczyt Križavy ( 1457 m npm) i tutaj kolejne  zaskoczenie. Na szczycie wznosi się wysoki maszt nadajnika telekomunikacyjnego, do którego z Vrutek wiedzie zniszczona droga, dokładnie ta sama, którą my podjeżdżaliśmy.  Stacja RTV wyglądała niczym twierdza lub wiezienie. Otoczona była wysokim murem , który szczelnie okalała kosodrzewina. Widok dość zaskakujący. No cóż …. Taki mamy klimat.

Stacja RTV na Kriżavie.

Z Križavy na Velką Lukę ( najwyższy szczyt Fatry Luczanskiej) mamy jakieś 15-20 min, czerwonym szlakiem.

Kriżava.
Mała Fatra Luczańska
Szlak w okolicy Kriżavy.

Nadal szliśmy  wygodnym terenem. Wierzchołek był na wyciągnięcie ręki. Po drodze mijaliśmy kałuże , z których George urządził sobie błotne SPA. Jak widać pies też człowiek i  czasem potrzebuje relaksu.

Psie SPA.
Psie SPA.
Psie SPA.

Nie wiedzieć kiedy znaleźliśmy się na szczycie. Velka Luka ( 1476 m npm) to po polsku „ Wielka Łąka” i ta nazwa doskonale oddaje charakter góry. Ze względu na budowę geologiczną masywu (nieprzepuszczalne podłoże ze skał krystalicznych) na grzbiecie występują liczne młaki i torfowiska.

W drodze na Velką Lukę.
Velka Luka.

Zrobiliśmy kilka zdjęć , rozejrzeliśmy się po okolicy , bo widoki były bardzo rozległe. Z każdej strony świata widać było góry i pagórki.

Widok z Velkiej Luki.
Widok z Velkiej Luki.
Widokz okolic Velkiej Luki na Niżne Tatry i Martin

Po chwili ruszyliśmy z powrotem w stronę Križavy. Chcąc iść na Mincol , a taki był plan na dzisiaj, trzeba było wrócić pod przekaźnik RTV ponieważ tam znajdowało się rozwidlenie szlaków.

Kriżava, rozwidlenie szlaków.
Widok na Fatrę Krywańską.
Zejście z Velkiej Luki w kierunku Kriżavy.
Widok z grzbietu Fatry Luczańskiej w kierunku Żyliny.

Na Mincol mieliśmy około 1,15 h czerwonym szlakiem i od rozwidlenia zaczęły się schody. Jak wspominałam wcześniej wokół przekaźnika rósł gąszcz kosodrzewiny, a znaki wskazywały aby właśnie tam iść. Zrobiliśmy kilka kroków zgodnie z kierunkiem szlaku i stwierdziliśmy, że dalej nie da się iść. Ciężko byłoby między gałęzie wcisnąć szpilkę , a co dopiero przedrzeć się przez tą gęstwinę z psem. Wróciliśmy na drogę i na murze wokół przekaźnika dostrzegliśmy ręcznie narysowane jakieś obejście tego newralgicznego miejsca. Było ogromnie nieczytelne ale spróbowaliśmy jakoś to zlokalizować i kierując się również swoją intuicją ruszyliśmy na przód bez obecności szlaku. Niestety niedługo cieszyliśmy się wygodną ścieżką. Na trasie pojawiły się kolejne przeszkody, tym razem torfowisko, które po deszczach zamieniło się w bagno. Nie pozostało nam nic innego jak kolejny raz zawrócić. Mój upór nie dał jednak za wygraną. Postanowiłam jeszcze raz udać się w stronę gęstej kosodrzewiny i sprawdzić czy na pewno nie da się jakoś przeprawić przez te zarośla.Z trudem pokonałam kilkanaście metrów i już się ucieszyłam ponieważ pojawiło się trochę przestrzeni. Warto było wrócić !!!! Już miałam wracać po resztę ekipy , jeszcze zerknęłam w stronę dalszej trasy i w tym momencie się poddałam. Za zakrętem szlak wyglądał tak samo jak na początku czyli mnóstwo kosodrzewiny  i dodatkowo dużo mokrego , zapadającego się śniegu. Trudno ! zostaliśmy pokonani przez Małą Fatrę i odpuściliśmy dzisiaj zdobywanie Mincola. Byliśmy trochę zawiedzeni , że nasze plany legły w gruzach a raczej w kosodrzewinie ale mamy pretekst aby tutaj powrócić. Nie zostało nam nic innego jak wrócić do samochodu. Powoli zaczęliśmy schodzić w dół a  mając zapas czasu mogliśmy w ciszy delektować się piękną okolicą.

Góry Słowacji w popołudniowym słońcu.

Tak czy tak bardzo polecamy Martinske Hole. Trasy nie są bardzo wymagające, a widoki , które tam spotkamy zapierają dech w piersiach. Dodatkowo jeżeli ktoś szuka ciszy i spokoju to Fatra Luczańska jest najlepszym wyborem. My na pewno wrócimy tam przy najbliższej okazji. A w drodze powrotnej do domu uchwyciliśmy jeszcze takie cudo.

Widok na Tatry Zachodnie z drogi w kierunku Chyżnego.

PRAKTYCZNIE:

  • szlak startuje z miejscowości Vrutky, skąd kierujemy się na Winter Park Martinky
  • do Winter Parku Martinky prowadzi droga dojazdowa, że wjazd w górę odbywa się w godzinach od 6.00-12.00 i  od 19.00- 24.00, a zajazd w dół od 13.00- 18.00 i od 01.00- 6.00.  Doczytaliśmy później, że obostrzenia te dotyczą raczej okresu zimowego, w którym to Martinskie Hole są bardzo popularnym ośrodkiem narciarskim. W zimie na drodze obowiązuje konieczność zakładania łańcuchów
  • wjazd w maju był bezpłatny, parking przy Martinskiej Chacie również był bezpłatny
  • szlaki: Martinska Chata – Križava ( żółty 0, 30h); Križava- Velka Luka( czerwony 0,15h); Velka Luka- Križava ( czerwony 0,15h); Križava- Martinska Chata ( żółty 0,20 h)
  • łączny czas to 2,23 h, dystans 6,18, wznios 279m