„Psie Bieszczady”

„Psie” Bieszczady

Jakoś tak się utarło, że Bieszczady to Tarnica, Chatka Puchatka czy Rawki i w tych miejscach przy odrobinie pięknej pogody robią się korki i tłok jak na Krupówkach w szczycie sezonu. „Na szczęście” mając psa i chcąc powędrować po Bieszczadach musimy te miejsca omijać ponieważ leżą na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego , a tam jak wiadomo z psem nie wejdziemy. Nie oznacza to jednak , że nie ma gdzie po Bieszczadach łazikować z czworonogiem. Otóż jest! I są to tereny bardzo rozległe, znacznie większe niż sam Park Narodowy. Dzisiaj napiszę trochę o szlakach i zakątkach gdzie wspólnie z psem , w ciszy i komforcie możemy podziwiać te bardziej dzikie i piękne Bieszczady. Jest to tylko część możliwości ale na początek myślę , że miejsca Was zainteresują.

  1. Sine Wiry– o Sinych Wirach pisałam już wcześniej i jest to jedno z bardziej popularnych miejsc w Bieszczadach gdzie możemy wędrować z psem. Spacer nie jest wymagający i zajmuje od 3 do 5 h w zależności od tempa marszu i czasu, który chcemy przeznaczyć na podziwianie przyrody. Wszystkie informacje i ciekawostki o Sinych Wirach znajdziecie tutaj :http://www.szlakiemitropem.com/category/gory-all/bieszczady/
Koryto Wetlinki

2. Dwernik Kamieńdla osób poszukujących spektakularnych widoków na połoniny szczerze polecamy szlak na Dwernik Kamień ( 1004 m npm). Jest to szczyt leżący na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Sanu , oferujący panoramy na najpopularniejsze bieszczadzkie połoniny: Wetlińską i Caryńską, a także Smerek, Wielką i Mała Rawkę oraz Tarnicę i Bukowe Berdo. My naszą wycieczkę rozpoczęliśmy z Zatwarnicy. Jest to niewielka wieś położona nad potokiem Głębokim w dolinie Sanu, pomiędzy Połoniną Wetlińską i Smerekiem na południu, a pasmem Otrytu na północy. Nazwa miejscowości pochodzi prawdopodobnie od ukraińskiego słowa „zatwir”oznaczającego zawór lub zamek. Inne źródła podają, że wieś wzięła nazwę od słowa „tworjenie” czyli tworzenie. W Zatwarnicy znajduje się niewielkie muzeum Chata Bojkowska, które opowiada o Bojkach i ich zwyczajach.

Podczas dojazdu do Zatwarnicy

Na Dwernik Kamień wyruszyliśmy oznakowaną kolorem zielonym ścieżką przyrodniczo-historyczną Hylaty. Podjechaliśmy samochodem na koniec wsi i przy ostatnich zabudowaniach zostawiliśmy auto (nie ma tam parkingu, a jedynie trochę miejsca na poboczu drogi). Szlak prowadził nas wygodną leśną drogą , a pierwszy przystanek po około 300 m marszu zrobiliśmy sobie przy największym wodospadzie Bieszczad, mowa tutaj o wodospadzie na potoku Hylaty, zwanym również Szepit. Wg.tabliczek informacyjnych wodospad ma około 8 m wysokości. W rzeczywistości wodospad tworzy kilka kaskad.

Potok Hylaty

Po kilku metrach zielone znaki z wygodnego leśnego duktu skręciły w lewo , w bujny las. Podczas wędrówki cały czas towarzyszył nam bukowy las, wyjątkowo piękny w tym miejscu, a jesienią to już prawdziwy cud natury. Zielona ścieżka była dość kręta i należy bacznie obserwować znaki ponieważ w miejscach , w których nie spodziewamy się , lubią zrobić „psikusa” i nieoczekiwanie odbić w jeszcze bardziej gęste zarośla. Szlak prowadził raz w dół , raz w górę. Po drodze przekroczyliśmy także jakiś potoczek ale ogólnie trasa była niezbyt wymagająca. Na szlaku byliśmy zupełnie sami. Tylko my i przepiękny jesienny, bieszczadzki las.

Bujne bieszczadzkie lasy
Bieszczadzka przyroda

Dopiero podchodząc na szczyt spotkaliśmy grupkę turystów , którzy akurat zbierali się do zejścia w dół , a my tym samym mieliśmy całą górę dla siebie. Właściwie mieliśmy całe Bieszczady dla siebie bo jak wspomniałam wcześniej z Dwernika Kamienia panoramy były niepowtarzalne.

Widoki z Dwernika Kamienia
Widoki z Dwernika Kamienia
Jesienne lasy
Jesienne Bieszczady

Piękna pogoda (wyjątkowo bezwietrzna) zachęcała do dłuższego odpoczynku i delektowania się otaczającym światem. Połoniny i Tarnica były na wyciągnięcie ręki, a mając lornetkę z Dwernika można dostrzec nawet Zalew Soliński. Według ludowych wierzeń na przełączce u podnóży najwyższego grzbietu znajdowała się stajnia, w której zbójnicy trzymali skradzione konie przed dalszym transportem na Węgry. Na Dwerniku znajdują się również okopy z okresu I wojny światowej. Po wyjątkowej uczcie dla ciała i ducha ruszyliśmy w drogę powrotną do Zatwarnicy. Zejście to dalszy ciąg zielonej ścieżki przyrodniczej, którą wchodziliśmy i towarzyszące jej czerwone znaki ścieżki historyczno-przyrodniczej Przysłup Caryński-Krywe nad Sanem. Podczas powrotu nadal mieliśmy okazję poznawać dzikie bieszczadzkie lasy. W takich miejscach natura króluje, a człowiek jest tylko gościem. Bieszczadzka przyroda, my i odgłosy lasu. Gdzieś w oddali śpiewały ptaki gdzieś indziej kojąco szumiały górskie potoki. Wokół nas dryfowały opadające liście tworząc kolorowy dywan pod stopami.

Leśne królestwo
Leśne królestwo
Osobliwości bukowych lasów

Jesień w Bieszczadach jest jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. W pewnym momencie znaki czerwone odbiły w prawo, a my kontynuowaliśmy swoją wędrówkę zgodnie z zielonym oznakowaniem.

PRAKTYCZNIE:

  • start wycieczki z Zatwarnicy. Możliwości dojazdu jest kilka w zależności od tego w którym miejscu w Bieszczadach jesteśmy. Jadąc ( tak jak my) od Polańczyka kierujemy się drogą nr 894 do Czarnej i tam skręcamy w prawo w drogę nr 896. Kilka km za Smolnikiem skręcamy w prawo (kierunek Chmiel). Podczas dojazdu nasze GPSy uporczywie kierowały nas z drogi nr 894 na Rajskie (skręt w prawo) gdzie po kilku km widnieje zakaz wjazdu, a droga staje się szutrowym, leśnym duktem
  • samochód zostawiony na końcu wsi Zatwarnica, na poboczu przy ostatnich zabudowaniach
  • szlaki: Zatwarnica- Dwernik Kamień zielony ( ścieżka przyrodniczo- historyczna Hylaty); Dwernik Kamień -Zatwarnica ( zielona ścieżka Hylaty, w towarzystwie czerwonych znaków ścieżki przyrodniczo- historycznej Przysłup Caryński-Krywe nad Sanem), przy rozwidleniu znaków kontynuacja marszu znakami zielonymi
  • czas przejścia pętli: 5,15 h, dystans 16 km, wznios 529 m

3. Pasmo Otrytu, Chata Socjologaniedługi spacer w dość zaskakujące i osobliwe miejsce w Bieszczadach. Patrząc na mapę turystyczną pod Otrytem widzimy ikonkę schroniska z opisem: Dom Pracy Twórczej- Chata Socjologa. Hmmm. Cóż to takiego? To nic innego jak drewniana chatka, bez prądu, wody i obsługi. Każdy turysta może być tam współgospodarzem . Powstała w 1973 roku z inicjatywy Henryka Kliszko z Instytutu Socjologii UW i Norberta Wasilewskiego z Sekcji Turystyki Pieszej „Nogi”warszawskiegoTKKF. W budowę zaangażowane było środowisko studenckie skupione wokół Instytutu Socjologii, stąd nazwa chaty. 13.01.2003 roku Chata spłonęła ale dzięki determinacji ludzi z nią związanych w ciągu zaledwie jednego roku została odbudowana. Więcej informacji o chacie: https://www.otryt.bieszczady.pl . Chata położona jest w paśmie Otrytu gdzie raczej tłumów turystów nie uświadczymy.

Chata Socjologa
Chata Socjologa

Na szlak ruszyliśmy z Dwernika ( znaki niebieskie), a dokładnie kilkaset metrów za bazą ZHP na „dzikim” parkingu zostawiliśmy samochód. Kilka kroków na szlaku i „na zachętę” minęliśmy tablicę ostrzegającą przed niedźwiedziami. No cóż, takie są Bieszczady.

Zachęcająca tablica tuż przy wejściu na szlak
Zbliżenie na ostrzeżenie przed niedźwiedziami

Szlak to wygodna ścieżka przez otryckie lasy. Na widoki nie mamy co liczyć ponieważ pasmo Otrytu to około 18 kilometrowy grzbiet pokryty lasem jodłowo- bukowym. Najwyższym szczytem jest Trohaniec mierzący 939 m npm. Zamiast widoków mieliśmy dzikie Bieszczady i niepowtarzalny klimat. I właśnie dlatego warto tam zaglądnąć.

Otryckie ścieżki
Portret

Im wyżej tym robiło się ciekawiej. Pojawiały się takie „bieszczadzkie osobliwości” jak drewniana rzeźba ludzkiej twarzy zawieszona między drzewami, maski przypięte do drzew i tablica informująca , że weszliśmy do Otryckiej Republiki Wolnej Myśli i Słowa. Ciekawe.

Atrakcje przy szlaku
Otryckie republika wolnej myśli i słowa

Po chwili dotarliśmy do Chaty Socjologa. Chata położona jest na dość rozległej polanie, przed budynkiem stało kilka stolików przy których można spocząć. Oprócz tego wiata, kilka miejsc na ognisko i budynek gospodarczy. Z polany mogliśmy podziwiać jedyny tego dnia widok na połoniny.

Widoki sprzed Chaty Socjologa
Widoki z Polany przed Chatą Socjologa

Niestety nie udało się posiedzieć dłużej ponieważ wiatr przewiał wszystkie warstwy ubrań , które mieliśmy na sobie. Ogrzewaliśmy się ciepłą herbatą, a po mniej więcej godzinie ruszyliśmy w drogę powrotną.

Wieje:)
Jeszcze bardziej wieje
Drogowskaz aby się nie zgubić

Przed zejściem zerknęliśmy jeszcze do wnętrza chaty i potwierdzamy, że warunki tam panujące należą raczej do tych surowych. Wnętrze miało swój bardzo specyficzny i dość rzadko spotykany w dzisiejszych czasach klimat, sprzyjający długim nocnym rozmowom i rozmyślaniom przy dźwiękach gitary.

Takie tam ciekawostki
Zasady panujące w Chacie
Wnętrze Chaty Socjologa
Czasem tak trzeba 🙂

Jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć cząstkę nieskomercjalizowanych Bieszczadów to myślę , że rejon Otrytu i Chaty Socjologa pokaże to dość dobrze. Do samochodu wracaliśmy tą samą drogą.

PRAKTYCZNIE:

  • wyjście na szlak z miejscowości Dwernik, można podjechać kawałek w górę za bazę ZHP i na dzikim parkingu przy leśnej drodze zostawić samochód
  • dojazd taki sam jak w przypadku szlaku na Dwernik Kamień, jadąc zgodnie z tym opisem miejscowość Dwernik leży przed Zatwarnicą
  • szlaki: do Chaty Socjologa z Dwernika prowadzi niebieski szlak turystyczny, oprócz niego na pasmo Otrytu możemy dostać się znakowaną na zielono ścieżką przyrodniczą Dwernik- Otryt-Chmiel, która biegnie równolegle do szlaku i schodzi do miejscowości Chmiel
  • czas: 2,5 h ( z odpoczynkami); dystans około 6 km; wznios 399m

4.Spacer do cerkwi w Łopiencespacer z historią w tle. Łopienka to nazwa nieistniejącej dzisiaj wsi położonej niedaleko Cisnej na zboczach Korbani i Łopiennika. Istniejąca cerkiew przyczyniła się do tego, że miejscowość stała się miejscem kultu maryjnego. Ludzie zamieszkujący Łopienkę po II wojnie światowej zostali wysiedleni, a wieś i cerkiew padły łupem szabrowników. Dzięki zaangażowaniu i poświęceniu osób, którym zależało na odbudowie cerkwi możemy dzisiaj podziwiać to niezwykle miejsce.

Cerkiew w Łopience

Spacer ścieżką przyrodniczą do Łopienki jest bardzo łatwą wycieczką ( około 1,15 h jedną stronę) i może być traktowany jak rozgrzewka przed ambitniejszymi celami, nie mniej jednak warto znaleźć czas i udać się w to magiczne miejsce gdzie przyroda i historia żyją obok siebie.

Wnętrza cerkwi
Rys historyczny
Wnętrza cerkwi

Do Łopienki trafić bardzo łatwo. W miejscowość Polanki ( trasa Terka-Dołżyca) , przy drodze znajdują się parkingi, których na pewno nie przegapimy. Z parkingu ruszyliśmy zgodnie z zielonym oznakowaniem. Cały spacer to wędrówka wygodną, szutrową drogą, po właściwie płaskim terenie. Dookoła bieszczadzkie lasy w palecie jesiennych barw.

Spacer doliną Łopienki

Na szlaku byliśmy późnym popołudniem więc spotkaliśmy niewielu turystów. Wędrując mijaliśmy wiaty gdzie można usiąść i odpocząć. W miarę zbliżania się do cerkwi przy szlaku mogliśmy dostrzec pozostałości podmurówek i piwnic, które kiedyś stanowiły fundamenty domów tworzących bojkowską wieś. Po dotarciu do celu byliśmy zauroczeni otoczeniem. Przepiękne krajobrazy, niczym niezmącona cisza, niezwykła atmosfera i dobra energia to niewątpliwe walory Łopienki.

Otoczenie cerkwi
Dolina Łopienki

5.Jaworzec- szlakiem nieistniejących wsi. Bieszczady są niezwykle nie tylko ze względu na swoje walory przyrodnicze ale również ze względu na niepowtarzalną i burzliwą historię rejonu. Natura była tutaj niemym świadkiem często okrutnych wydarzeń takich jak wysiedlanie mieszkańców i niszczenie wsi po drugiej wojnie światowej. Wędrując po Bieszczadach możemy natknąć się na fragmenty podmurówek, stare piwnice, cmentarze czy cerkwie, które są pamiątką po ludności zamieszkującej kiedyś te tereny. Na ostatni dzień naszego pobytu w Bieszczadach wybraliśmy Kalnicę i spacery w dolinie rzeki Wetlinki. To ta sama na której utworzony został rezerwat „Sine Wiry”. W dolinie rzeki istniało kiedyś kilka wsi ( Zawój, Łuh, Jaworzec), my eksplorowaliśmy rejony Jaworca, kończąc bieszczadzką przygodę ( tej jesieni) na wygrzewaniu się w słońcu przy bacówce PTTK Jaworzec. Spacer był krótki ponieważ urokliwość miejsca sprawiła , że potraktowaliśmy ten dzień bardzo „chilloutowo”. W drogę wyruszyliśmy z miejscowości Kalnica. Przejechaliśmy przez centrum i dojechaliśmy do szlabanów na leśnych drogach. Ta bardziej na lewo prowadziła do wsi Łuh i Zawój i dalej do „Sinych Wirów”, a my skręcając w prawo na most udaliśmy się do Jaworca. Auto już chyba tradycyjnie zostało porzucone na dzikim przydrożnym parkingu. Idąc przez most od razu zwróciliśmy uwagę na rzekę Wetlinkę , a konkretnie na charakterystyczne kaskady i progi skalne.

Wetlinka
Tablice informujące o nieistniejących wsiach

Z mostu roztaczał się także bardzo malowniczy widok na kolorowe jesienne lasy. Drzewa z dnia na dzień nabierały coraz bardziej intensywnych barw. Od brązu poprzez rudy, czerwony, pomarańczowy na żółtym kończąc. Pięknie!!!!!!

Jesienne lasy
Kolorowe, jesienne lasy

Idąc dalej mieliśmy okazję zobaczyć czynny wypał drewna czyli słynne bieszczadzkie retorty. Unoszący się znad pieców biały dym należy dzisiaj już do coraz rzadszych widoków. Z ponad 100 wypałów obecnie działa tylko 10, więc chyba mieliśmy szczęście, że udało nam się z bliska podejrzeć i uwiecznić na zdjęciach czynne retorty.

Wypał drewna
Wypał drewna
Wypał drewna
Węgiel drzewny

Ruszyliśmy dalej w kierunku bacówki podziwiając Wetlinkę i bieszczadzką jesień. Po 15 minutach marszu dotarliśmy na miejsce. Nie spodziewaliśmy się , że wycieczka będzie aż tak krótka.

W drodze do Bacówki

Korzystając z pięknej pogody rozłożyliśmy się do słońca aby przed zimą wygrzać kości. George również korzystał z tej okazji. Bacówka PTTK Jaworzec położona jest na wysokości 605 m npm, przy czarnym szlaku na przełęcz Orłowicza. Niestety ze względu na obowiązujące przepisy na przełęcz Orłowicza z psem nie wejdziemy ( teren parku narodowego).

Łapiemy słońce
Otoczenie Bacówki Jaworzec

Obiekt powstał w latach 1975- 1976 w ramach akcji budowania podobnych obiektów w polskich górach. W projekcie tym powstała także Bacówka nad Wierchomlą o której kiedyś pisałam (http://www.szlakiemitropem.com/krotki-i-widokowy-spacer-do-bacowki-nad-wierchomla/#more-1747). Bacówka działa nieustannie od momentu powstania, a ciekawostką jest to, że znajduje się w jednym z najciemniejszych miejsc Europy Środkowej. Wyobraźcie sobie jak tam musi wyglądać rozgwieżdżone niebo!

Otoczenie Bacówki Jaworzec
Otoczenie PTTK Jaworzec
PTTK Jaworzec

Tego dnia spotkała nas kolejna niespodzianka, a mianowicie trafiliśmy na ostatni dzień „II Bieszczadzkiego Rykowiska Lirycznego”, czyli kameralnego wydarzenia muzycznego. Mieliśmy okazję posłuchać utworów Rado Barłowskiego, artysty związanego z Karpatami. Połączenie muzyki, poezji, malutkiej schroniskowej jadalni i nieziemskich widoków za oknem sprawiło, że przenieśliśmy się do innego świata , z którego za nic nie chciało się wracać.

Koncert
Rado Barłowski

Ten dzień był trochę inny niż zazwyczaj dzień spędzony w górach. Nie było zmęczenia, przyspieszonego oddechu i 20 km w nogach. Było za to zatrzymanie myśli, wyciszenie, muzyka i pochłanianie przyrody. Czasem takie zwolnienie pozwala na oczyszczenie głowy i gwarantuje solidny reset. Ciężko było się pozbierać i wrócić do rzeczywistości tą samą drogą , która zaprowadziła nas w to fantastyczne miejsce.

I jeszcze na koniec piękna bieszczadzka jesień

PRAKTYCZNIE:

  • początek szlaku w miejscowości Kalnica, leżącej na drodze nr 897 pomiędzy Wetliną a Dołżycą, auto zaparkowane na przydrożnym parkingu przy szlabanach przed mostem. Można przejechać przez most i obok wypału drewna jest jeszcze jeden parking. Trzymając się głównej drogi przez wieś na pewno trafimy
  • szlak czarny; czas : wg znaków przy szlabanie przed mostem 20 min w jedna stronę, czas spędzony w bacówce może być różny😉

Cóż to była za jesień! Bieszczady przyciągają ludzi swą różnorodnością, a my mieliśmy okazję tą różnorodność zobaczyć. Były górskie szczyty, osobliwe miejsca poza utartymi i popularnymi szlakami, było trochę burzliwej historii i poruszającej muzyki. Czegóż chcieć więcej??? A… wiem ! Czasu !
Te miejsca to tylko wycinek możliwości dla wędrówek po Bieszczadach z psiakiem. Jak widać da się i jest znacznie ciekawiej niż na zatłoczonych szlakach. U nas napewno ciąg dalszy nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.