Passi Zebru- widokowa rewia na 3005 m npm

Choć na świecie jest tyle przepięknych i ciekawych miejsc to są również takie do których wraca się z utęsknieniem i sentymentem kolejny raz. Na mnie urok rzuciła wciśnięta pomiędzy alpejskie kolosy dolina Valfurva. I chociaż wakacyjna pogoda w tym roku  nie była łaskawa bo deszcz towarzyszył nam szczególnie często, to dwa piękne, ciepłe i słoneczne dni wykorzystaliśmy na maksa wędrując po Alpach Retyckich, a dokładnie „kręcąc się” w okolicach niewielkiej miejscowości Santa Catarina Valfurva. Hitem okazał szlak do schroniska Pizzini -Frattola i dalej na przełęcz Passi Zebru położonej na wysokości 3005 m npm. Trochę się zastanawialiśmy jak to będzie i czy George się nie zbuntuje ale wygodna ścieżka i wspaniałe panoramy sprawiły, że wyprawa ta należała do bardzo, bardzo udanych. Kontrast pomiędzy zielonymi halami, a skalną pustynią u podnóża Gran Zebru wywarł na nas niesamowite wrażenie, a roztaczające się panoramy zostały na stałe zapisane w pamięci. Zatem dziś będzie wysoko i bajecznie pięknie.

Spędzając wakacje tym roku, postawiliśmy na najbliższe okolice naszego miejsca noclegowego, szczerze mówiąc nie było najmniejszego sensu jeździć gdzieś daleko ponieważ w promieniu kilku kilometrów mieliśmy do wyboru mnóstwo cudownych szlaków. Początek naszej górskiej wycieczki do Rifugio Pizzini to duży parking usytuowany tuż przy Rifugio Forni. Dotarliśmy do niego bezpośrednio z Santa Catarina Val Furva korzystając z płatnej kilkukilometrowej górskiej drogi, która to wijąc się ciasnymi serpentynami doprowadziła nas na wysokość 2178 m npm gdzie na wspomnianym wygodnym parkingu zostawiliśmy samochód.

Duży parking przy Rifugio Forni

Sprawdziliśmy czy mamy wszystkie potrzebne rzeczy tj. wodę i miskę dla psa, mapę, coś ciepłego do ubrania i ruszyliśmy przez parking w pobliże Rifugio Forni i dużego węzła szlaków turystycznych. Z tego miejsca można udać się między innymi w kierunku Santa Catarina piękną panoramiczną pętlą przez Ables lub tak jak my do schroniska Pizzini. I tutaj pojawiły się 2 możliwości: szlak dnem doliny Valle di Cedec, bardzo łatwy, dostosowany nawet do jazdy rowerem lub nieco bardziej wymagająca ścieżka trawersująca zbocza potężnych gór wysoko nad dnem doliny.

Widok z „ górnej ścieżki”, w dole droga dnem doliny
George

Nie nie mając dokładnie sprecyzowanych planów co do przebiegu dzisiejszej wycieczki na początek wybraliśmy wariant bardziej atrakcyjny i szlakiem nr 528 zaczęliśmy piąć się w górę. Pogoda była przepiękna, a widoki nie mające sobie równych. Jeszcze dobrze nie rozpoczął się dzień a już nie wiedzieliśmy na co patrzeć !!!! Czy na głębokie doliny, czy potężne szczyty, lodowce czy może zielone łąki….za dużo tego:).

Pierwsze widoki
Widok na lodowiec dei Forni
Na szlaku w kierunku Rifugio Pizzini

Ścieżka łagodnie zdobywała kolejne metry aż wydostała się na szerokie hale i pastwiska, a my w otoczeniu alpejskich kolosów wędrowaliśmy dalej. Sylwetki Pizzo Tresero czy S. Matteo stawały się coraz bardziej wyniosłe, a lodowiec dei Forni coraz mocniej kontrastował z iście letnimi alpejskimi krajobrazami. Opis ścieżki do Rifugio Pizzini mógłby zająć kilka stron ale nie chcę Was zanudzić moimi zachwytami nad kolejną ciut szerszą panoramą pojawiającą się wraz z każdym kolejnym krokiem.

Widokowa ścieżka
Lodowiec i zielone pastwiska
Idziemy:)

Ogólnie powiem tylko, że właściwie na szlaku nie ma absolutnie żadnych trudności, jedynie pierwszy odcinek mógł odrobinę przyśpieszyć oddech ale gwarantowane częste postoje wymuszone chłonięciem pejzaży spowodują, że i tak nie będzie czuć zmęczenia. Po pokonaniu pierwszego podejścia dalsza część wycieczki do schroniska to właściwie płaski dukt, gdzieniegdzie nieznacznie wznoszący się aby pokonać niewielkie terenowe perturbacje. W pewnym momencie naszym oczom ukazał się co prawda, jeszcze dosyć daleko, ledwo widoczny na tle monumentalnych ścian i lodowców niepozorny budynek Rifugio Pizzini.

Przerwa na podziwianie widoków
Pięknie jest!
Widać już Gran Zebru

W tym samym momencie u George obudził się drzemiący od kilku lat instynkt psa myśliwskiego. Najprawdopodobniej gdzieś w pobliżu stacjonowały świstaki. Ogon w górę, nos przy ziemi i szaleńcze bieganie we wszystkie strony, smycz fruwała w powietrzu, a ja o mało co nie straciłam rąk.  Po jakimś czasie fascynacja minęła i mogliśmy wędrować dalej.

Gdzie są świstaki???
Ciągle ich szukam, George😉

Przed oczami pojawiły się majestatyczne, ośnieżone szczyty takie jak Gran Zebru, Cevedale czy Cima Solda. Coś wspaniałego! Człowiek w otoczeniu tych gigantów to taka mało znacząca kruszynka, która dzisiaj jest, jutro może jej nie być, a te szczyty będą nieruchomo i niewzruszenie tkwić w tym samym miejscu bez względu na wszystko. W górach również czasem przychodzi czas na refleksję a ta dopadła mnie właśnie tutaj!

Gdzieś tam jest nasze schronisko
Alpejskie szczyty

Zebrawszy myśli ruszyliśmy naprzód i po chwili znaleźliśmy się przy Schronisku Rifugio Pizzini – Frattola. Dotarcie do schroniska zajęło nam trochę ponad 2 godziny. Schronisko położone jest na wysokości 2700 m npm i otoczone niezapomnianym wysoko alpejskim krajobrazem. Rozległa dolina a nad nią wyniosłe prawie czterotysięczniki pokryte lodowymi czapami. Wzrok przyciągnął również malutki budynek schroniska Cassati (3269 m npm) gdzie to byliśmy kilka lat temu, bez psa oczywiście ponieważ wąziutka ścieżka prowadząca w górę sama w sobie powodowała zawroty głowy, a każdy krok wymagał sporej koncentracji. Przy schronisku Pizzini, w tym niezwykłym otoczeniu postanowiliśmy chwilę odpocząć i zastanowić się co dalej robić. Na słonecznym tarasie rozprostowaliśmy nogi, a George wygodnie się rozciągnął. Ze szczytów schodzili objuczeni sprzętem i zmęczeni alpiniści, którzy tego pięknego dnia działali w masywie Ortlera. Po dobrych humorach było widać, że ekspedycje zostały zakończone sukcesem.

Tuż przed schroniskiem
Otoczenie Rifugio Pizzini
Rifugio Pizzini

Piękne słońce, ciepły wiatr i otaczający nas niezapomniany krajobraz bardzo zachęcały do dalszej wędrówki. Rozeznając się w terenie stwierdziliśmy, że spróbujemy wejść na przełęcz Passi Zebru (3005 m npm). Na pierwszy rzut oka ścieżka prowadząca na przełęcz wyglądała dość przyjaźnie, a i czas widoczny na drogowskazie czyli jedynie godzina obudziły w nas chęć „wzniesienia się na wyżyny”. Nie tracąc dłużej czasu ruszyliśmy szlakiem nr 529 w stronę przełęczy. Początek to droga  przez soczyście zielone hale na których wypasały się lub leniwie wygrzewały w słońcu krowy, żyjące w swoim świecie i mające „gdzieś” turystów, psy i wszystko wokół. Sielski widok. Oczywiście ta sielanka w dalszym ciągu w otoczeniu alpejskich kolosów, nic się tutaj nie zmieniło:).

Passi Zebru 0.50 h
Beztroskie alpejskie krowy
W kierunku Passi Zebru

Wędrując dalej opuściliśmy idylliczny krajobraz i wstąpiliśmy w skalne królestwo, zdominowane przez potężne ściany, porozrzucane głazy i wartkie potoki spływające z pobliskich lodowców. Roślinność w tym miejscu dzielnie walczyła o swój żywot jednak pełne słońce dodawało całemu obrazowi przyjaznej atmosfery. Byliśmy coraz bliżej otaczających nas olbrzymich szczytów, z niebotycznym Gran Zebru na pierwszym planie. Skalna pustynia po której szliśmy była naprawdę olbrzymia, a otaczająca przestrzeń wydawać się mogło nie miała kresu. Jak do tej pory nie napotkaliśmy właściwie żadnych technicznych utrudnień, może z wyjątkiem dosyć kruchego podłoża, które bardziej dało się we znaki podczas schodzenia.

Lodowcowy potok, w tle Gran Zebru
Widokowo!
Gdzieś w Alpach Retyckich

W końcu dotarliśmy pod przełęcz, a do pokonania pozostało nam ostatnie i jednocześnie najbardziej wymagające podejście. Wąska ścieżka stała się dość stroma i usłana drobnymi kamieniami, które skutecznie utrudniały utrzymanie trakcji ale chęć wejścia na przełęcz, zobaczenia pokonanej drogi z góry i podziwiania niezwykłych panoram były silniejsze. No i w końcu stanęliśmy na wysokości 3005 m npm  na Przełęczy Passi Zebru znajdującej się pomiędzy Orientale, a Cima Pale Rosse. Miejsce jak dla mnie wspaniałe, zachwycające i wyjątkowe, a roztaczający się pejzaż nie mający sobie równych!!!!

W drodze na przełęcz
Passi Zebru

Gran Zebru, Kreilspitze, Corno di Solda, Cima Solda, Cevedale czy Monte Rosole to tylko kilka szczytów widocznych z Passi Zebru, wszystkie liczące prawie 4000 m npm. Do tego lodowce Vedretta del Cevedale, Vedretta di Cedec,  Vedretta de la Mare czy Ghiacciao dei Forni i mieliśmy wszystko czego do szczęścia potrzeba. Można by tak siedzieć do nocy i gapić się w przestrzeń! W głowie jednak pojawił się kolejny plan, tym razem na drogę powrotną.

Widoki z Passi Zebru
Widoki z Passi Zebru
Widoki z Passi Zebru

Z Passi Zebru do Rifugio Pizzini wróciliśmy tym samym szlakiem. Zejście było trochę uciążliwe ponieważ na bardziej stromych fragmentach drobny żwir wyjeżdżał spod nóg i wskazana była wzmożona koncentracja. Jak zawsze w takich sytuacjach najlepiej poradził sobie George. Tu hop, tam inny manewr na czterech łapach i bez trudu wędrował przez górzysty teren.

Jeszcze przełęcz
Surowy krajobraz
Jest przestrzeń !

Ze względu na to, że nie lubimy wracać tymi sami szlakami na drogę powrotną wybraliśmy alternatywną ścieżkę nr 530, którą to zauważyliśmy idąc do schroniska Pizzini z parkingu. Szlak biegł zboczem po przeciwnej stronie doliny Cedec i miejscami wyglądał na dość wąski. Nie mniej jednak liczne odnogi i mostki umożliwiające (w awaryjnej sytuacji) przejście przez potok i dotarcie do drogi biegnącej dnem doliny skusiły nas do powrotu właśnie tym wariantem. Zaczęło się ciekawie ponieważ pierwszą przeszkodą okazały się „krowie placki” gęsto pokrywające ścieżkę. Manewry z psem pomiędzy tymi atrakcjami nie należały do łatwych ale „prawie”daliśmy radę:).

W kierunku Rifugio Branca
Inna opcja powrotu na parking

Szlak pięknie trawersował zbocza Monte Pasquele i Monte Rosole. Ścieżka była dosyć kręta i fragmentami rzeczywiście wąziutka, a dodatkowo bywało „przestrzennie”.Ogólnie nic strasznego nie mniej jednak osobom nie lubiącym zbyt dużej przestrzeni i wysokości mogłoby być ciut trudniej ale zachowując ostrożność i koncentrację warto wybrać się na ten szlak ponieważ znowu mamy tutaj widokową rewię.

Na wąskiej ścieżce
Było trochę kamieniście

Dotarliśmy w końcu do skrzyżowania szlaków i zamiast iść w dół na parking obraliśmy kierunek do schroniska Branca-Martinelli. Dzisiejsza piękna pogoda i wspaniałe krajobrazy tak nas rozochociły, że ciągle było nam mało. Kontynuując wędrówkę traktem nr 530 i pokonując krótkie fragmenty z ubezpieczeniami w postaci lin umocowanych do skały dotarliśmy do super położonego Rifugio Branca.

W drodze do Rifugio Branca
Wąskie przejście
Rifugio Branca

Budynek z olbrzymim słonecznym tarasem usytuowany jest na wprost lodowca dei Forni oferując (chyba już setny tego dnia) widok na strzeliste piramidy Monte Vioz, Punta Taviela, Punta Cadini, Punta S. Matteo czy Pizzo Tresero. Na tarasie byliśmy właściwie sami, a późno popołudniowe słońce tworzyło nad Alpami osobliwy i unikatowy świetlny spektakl. Nic tylko zatopić się w tym błogostanie i tkwić tak bez końca.

Ostatnie widoki
Pięknie
Droga powrotna

Jednak późna pora wyrwała nas z letargu i drogą dojazdową do schroniska, będącą kontynuacją trasy nr 530 zeszliśmy na parking. Zajęło nam to około 1,30 h Droga niby dojazdowa ale kąt nachylenia zacny, co szczególnie odczuły kolana. A jak wjeżdżały tam auta???? Hmmm, więcej na ten temat już niedługo bo jak się okazało u progu Rifugio Branca stanęliśmy już następnego dnia! 

PRAKTYCZNIE:

  • początek trasy to duży parking przy Rifugio Forni, dojazd krętą górską drogą z Santa Catarina Val Furva, koszt przejazdu drogą i parkingu to 5 euro (2021 rok), opłatę można uiścić przy wjeździe na drogę ( charakterystyczne budki i barierki) lub na parkingu
  • szlaki: parking przy Rifugio Forni – Rifugio Pizzini szlak nr 528; Rifugio Pizzini-Passi Zebru szlak nr 529, powrót tą samą drogą, Rifugio Pizzini-Rifugio Branca- parking przy Rifugio Forni szlak nr 530
  • dystans: 19 km; czas 6,50h ( bez odpoczynków); wznios: 1009 m
  • do Parku Narodowego Stelvio można wejść z psem

Please follow and like us: