Rossbrand-niepozorny alpejski szczyt

Z niecierpliwością czekaliśmy aż nad Alpami wyjdzie słońce! 3 dni intensywnego deszczu obniżyło nasze morale i wyczekiwaliśmy na zmianę pogody co najmniej tak  jak himalaiści w wysokich górach na okno pogodowe lub dzieci na pierwszą gwiazdkę. W końcu pogoda się zlitowała i deszczowe chmury ustąpiły. Trudno opisać naszą ekscytację, ponieważ tak bardzo tęskniliśmy za Alpami, że chyba rano nawet nie zjedliśmy porządnego śniadania bo już chcieliśmy być na szlakach. Mieszkając w Altenmarkt im Pongau nie potrzebowaliśmy daleko jechać aby wędrować po alpejskich ścieżkach. Na pierwszy piękny, słoneczny dzień wybraliśmy Filzmoos i spacer na niepozorny ale oferujący oszałamiające i szerokie widoki Rossbrand, na który prowadzi przyjemna trasa. Zapytacie pewnie po co wybierać się na wierzchołek nie liczący nawet 2000 m npm skoro Alpy oferują dużo wyższych i pewnie ciekawszych szczytów ? Przeczytajcie, a jestem pewna, że również docenicie mniej spektakularne miejsca.

Widząc obiecujące prognozy pogody przestudiowaliśmy mapy i na miejsce startu wybraliśmy Filzmoos, miasteczko znane głównie jako kurort narciarski, nie mniej jednak oferujące wiele atrakcji w postaci przepięknych szlaków również latem. Od Filzmoos dzieliło nas raptem 18 km i 15 minut jazdy samochodem. Już od rana przebieraliśmy nogami widząc cudne słońce zamiast ciężkich, ołowianych, deszczowych chmur. Niesamowite jak pogoda może wpływać na samopoczucie i patrzenie na świat. Jeszcze wczoraj byliśmy zrezygnowani i gdyby nie fantastyczne miejsce w którym byliśmy i jego właściciele to pewnie mielibyśmy już spakowane walizki. A tak od rana pełna gotowość i energia do działania. Góry wzywały!

Alpy

Czym prędzej więc pojechaliśmy do Filzmoos na parking przy dolnej stacji kolejki Papageno. Szybkie spakowanie plecaka i bieg w kierunku wagoników. Teraz jak piszę ten tekst to zastanawiam się czym spowodowane było takie zachowanie:).Takie jakieś nielogiczne i zupełnie bez sensu. No dobra, nie ma co, człowiek czasem zachowuje się irracjonalnie. Jedynie Ignacy zachowywał zdrowy rozsądek, a ja dostawałam „opieprz” za pospieszanie:):). Tak czy tak znaleźliśmy się przy kasie, a nasz budżet stał się lżejszy o 26,50 euro. Ale to nic, było to wkalkulowane w koszty, poza tym teraz nikt nie zwracał na to uwagi. Najważniejsze, że po chwili siedzieliśmy w gondoli mknącej w stronę nieba.

Pierwsze widoki, zapowiedź tego co nas czeka!

Początek to podróż przez morze mgieł ale każdy kolejny słup na trasie wagonika to wyłaniające się z chmur alpejskie szczyty. Najpierw nieśmiało, a po chwili coraz bardziej odważnie. Widok burych skał wystających ponad zasnutymi mgłami dolinami budził nie lada zachwyt. Tylko George wydawał się niewzruszony krajobrazem i ułożył się do drzemki. Po kilkunastu minutach podróży kolejką linową wysiedliśmy na górnej stacji i szykowaliśmy się do marszu. George nieco się ożywił ponieważ wraz z pięknymi, jeszcze zamglonymi panoramami pojawiły się również pierwsze „alpejskie” zapachy, które zawładnęły nosem naszego myśliwsko-kanapowego Beagle. 

Im wyżej tym piękniej❤️

Alpy dopiero budziły się do życia, na górze było zaledwie kilka osób więc spokojnie mogliśmy rozejrzeć się po okolicy i zorientować w którą stronę iść.

Mgliście
Pierwsze widoki
Łapiemy promienie słońca

Zgodnie z drogowskazem ruszyliśmy w prawo szlakiem nr 460 w kierunku Rossbrand.

Idziemy na Rossbrand

Początkowy fragment drogi wiódł przez las, który troszkę przysłonił nam widoki na alpejskie wierzchołki, nie mniej jednak wędrowaliśmy z zadowoleniem i uśmiechem na twarzy. Rześkie powietrze miało niesamowity zapach albo tak nam się tylko wydawało.

No to ruszamy!

Po kilku minutach dotarliśmy do punktu widokowego z którego rozciągała się szeroka panorama na potężne ściany Große- Bischofsmutze, który liczy 2458 m wysokości i jest najwyższym szczytem pasma Gosaukamm w grupie Dachstein. Nie jest to może powalająca wysokość, biorąc pod uwagę, że w Alpach mnóstwo szczytów osiąga wysokości ponad 3 i 4 tysiące m npm to z pewnością strzelista i niedostępna sylwetka góry przyciągała uwagę.

Grupa Dachstein
Bisofschmutze

Do tego głębokie, zieleniące się doliny i małe miasteczka rozrzucone na ich zboczach tworzyły bardzo malowniczy obrazek.

Malownicze krajobrazy
George

Od tego miejsca alpejskie widoki towarzyszyły nam już cały czas. Aby dostać się na Rossbrand z wygodnej, szutrowej drogi odbiliśmy w lewo i wąską ścieżką kontynuowaliśmy marsz. Trochę taplaliśmy się w błocie bo po kilku deszczowych dniach w niektórych miejscach ziemia była jeszcze nasiąknięta. Z tej sytuacji oczywiście najbardziej cieszył się George bo dla niego błoto to zabawa, a brudny pies to szczęśliwy pies!

Ścieżka w kierunku Rossbrand
Ścieżka w kierunku Rossbrand

Przechodząc na drugą stronę wzgórza po prawej stronie otworzyły się panoramy na południe i zobaczyliśmy niezliczoną ilość alpejskich wierzchołków sięgających po horyzont. Bardzo przyjemnie wędrowało się łagodnym zboczem mając jednocześnie w zasięgu wzroku przepiękne krajobrazy.

Takie widoki za plecami
Coraz piękniejsze widoki
Mistrz drugiego planu

Od czasu do czasu zrobiliśmy sobie postój na obfotografowanie okolicy i wolnym, spacerowym tempem dotarliśmy na Rossbrand. Spacer nie był męczący ponieważ główne podejście pokonaliśmy za pomocą gondoli. Tak! Czasem jesteśmy leniwi!

Można się opalać
Pięknie!
Podziwiamy okolicę

Rossbrand mierzy 1770 m wysokości, a z jego szczytu podziwiać mogliśmy około 150 przeróżnych szczytów. Na pierwszym planie pozostał podobnie jak podczas całej wędrówki Masyw Dachstein ze znanym nam już Große- Bischofsmutze, Torstein i Hoher Dachstein. Dalej mogliśmy wyróżnić Tennengebirge, Hagengebirge i Hochkönig. Przed naszym spojrzeniem nie ukryły się również Wysokie Taury z najwyższym szczytem Austrii, charakterystycznym Grossglocknerem.

Widoki ze szczytu
Widoki ze szczytu
I widoki ze szczytu:)
I jeszcze tutaj

O czasie spędzonym w okolicach Grossglocknera i na serpentynach Grossglockner Hohealpenstrasse możecie przeczytać tutaj:http://www.szlakiemitropem.com/grossglockner-hohalpenstrasse-i-lodowiec-pasterze/. Ze względu na dostępność, piękną panoramę i dużą ilość miejsca do odpoczynku, Rossbrand jest dość popularnym szczytem, stąd też zalecamy aby udać się tam wcześnie rano. Jeszcze chwilę spędziliśmy w położonej nieopodal knajpce. Widoki były wciąż obłędne, pogoda dopisywała, a my byliśmy w sercu naszych ukochanych Alp. Ciężko było podnieść „cztery litery”i ruszać dalej. Wracając, jeszcze na moment zatrzymaliśmy się na szczycie i zrobiliśmy zdjęcia opisanych panoram aby po pewnym czasie pamiętać gdzie co było.

No to jeszcze trochę widoków z Rossbrand
Podziwiania cd:)

Do górnej stacji kolejki Papageno wracaliśmy tą samą, piękną spacerową trasą. Ruch na szlaku był już zdecydowanie większy ale tak czy tak nie przypominał „tłumów” przewalających się przez Tatry czy Karkonosze.

Powrót tą samą trasą
Nie chciało nam się wracać
Szlakowskazy

Docierając do wyciągu obraliśmy kierunek na Moosalm i szlakiem nr 42b ruszyliśmy w dół. Na początku przez rozległe łąki z których rozpościerały się widoki na Filzmoos i otaczające go szczyty Dachsteinu, później przez malowniczy las aż dotarliśmy do urokliwego, niewielkiego schroniska Moosalm.

Urokliwa knajpka
Droga w kierunku Moosalm
Widok na dolinę

Chwilka przerwy na lekki obiad i powrót do miasteczka.

Wnętrze schroniska

Wygodną i lawirującą w lesie drogą dotarliśmy do poziomu parkingu przy dolnej stacji. Na ścieżce wiodącej przez las spotkaliśmy osobliwości przyrody i relaksowaliśmy się słuchając szumu górskich strumieni.

Górski potok
Leśne osobliwości
Widok na Filzmoos

Pod Rossbrand możemy podjechać również samochodem:), nieco poniżej szczytu znajduje się niewielki parking do którego prowadzi wąska, górska droga. Skorzystaliśmy z tej możliwości dzień później aby móc podziwiać zachód słońca nad Alpami. Niezwykłe doznanie i nieziemskie pejzaże, polecamy wszystkim!!!

Zachód słońca nad Alpami
Doskonale!
Ciężko zdecydować się gdzie patrzeć!

Ze względu na piękną pogodę i zapas czasu postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia podjechać w okolice Almsee. Miejsce znaleźliśmy dzięki mapkom i informatorom otrzymanym w Aparthotelu Kristall gdzie się zatrzymaliśmy. W Austrii możemy być spokojni jeżeli chodzi o dostęp do wszelkiego rodzaju broszur czy mini przewodników. Bardzo dokładnie opisują atrakcje i okoliczne szlaki, a co za tym idzie są pomocne przy planowaniu wypraw. Do Almsee prowadziła dość kręta ale malownicza dróżka, płatna 5 euro. Parkując samochód na jednym z kilku niewielkich parkingów znaleźliśmy się pod majestatycznymi ścianami Große-Bishofsmutze.

Pod ścianami Bisofschmutze

Z górskich ścieżek schodzili alpiniści objuczeni kilogramami lin i sprzętu wspinaczkowego, ponieważ strzeliste urwiska są rajem dla wspinaczy. Miejsce, w którym byliśmy niby łatwo dostępne ale bliskość potężnych szczytów i pionowych, skalnych ścian sprawiała, że było piękne ale jednocześnie surowe. Na plecach było czuć oddech Alp.

Surowe Alpy

Ruszyliśmy jedną z wielu ścieżek nad jezioro Almsee, w którym to „przeglądały się” okoliczne szczyty. Jeziorko jest niewielkie ale bardzo urokliwe. Położone na zielonej polanie, z jednej strony otoczone ścianami Bishofsmutze, a z drugiej nieco łagodniejszymi stokami Rötelstein. Emanowało dobrą energią, ciepłem i spokojem. Niespiesznie obeszliśmy Almsee i udaliśmy się dalej ścieżką Almsee Rundweg.

Almsee
Almsee
Almsee Rundweg

Trasa była bardzo dobrze oznakowana i prowadziła nas poprzez ciekawe i malownicze zakątki. Późne popołudnie dało nam ciszę i spokój. Mogliśmy w swoim tempie podziwiać otaczające krajobrazy, kontemplować i uciekać od rzeczywistości. Uwielbiamy takie klimaty! Chylące się ku zachodowi słońce nadało ciepłych barw całemu przedstawieniu, a my nie chcieliśmy wracać!

Ciche popołudnie w Alpach
Malownicze ścieżki
Bajkowa kraina

Powoli, chłonąc widoki każdą częścią ciała dotarliśmy na parking. Mijaliśmy malownicze strumienie, niewielkie wodospady, zielone łąki i sympatyczne koziołki, chętnie pozujące do zdjęć:)

Posłuchajcie szumu potoku:)
Model pierwsza klasa!

Byliśmy usatysfakcjonowani sposobem spędzenia całego dnia. Pogoda dopisała, przemierzane szlaki oferowały bajkowe scenerie, potrzeba oglądania piękna została zaspokojona! I z pełną świadomością powiem, że nie trzeba zdobywać spektakularnych szczytów aby zakochać się w Alpach! Uwierzcie, niektóre miejsca będące „na wyciągnięcie ręki” również mogą zaczarować.

PRAKTYCZNIE:

  • start wycieczki na Rossbrand z miejscowości Filzmoos, początek szlaku przy dolnej stacji kolejki Papageno
  • parking (niezbyt duży) jest bezpłatny, tuż przy budynku kolejki
  • koszt wyjazdu w górę 11 €, w dwie strony 15€ ( osoby dorosłe), pies 4,50 € (dwie strony), aktualne informacje na temat kolejki Papageno można znaleźć tutaj : https://www.filzmoos.ski/en/summer/summer/
  • szlaki: od górnej stacji kolejki Papageno na Rossbrand szlak nr 460, powrót tą samą drogą; z górnej stacji kolejki Papageno do Filzmoos przez Moosalm- szlak nr 42b
  • czas: 4,15h; dystans: 12,30 km; wzrost wysokości 253m, spadek wysokości do poziomu parkingu 772m
  • start wycieczki w okolicy Almsee w okolicach parkingu przy Unterhofalm, gdzie można dojechać samochodem z centrum Filzmoos płatną drogą, koszt przejazdu 5 €
  • spacer po okolicy różnymi wariantami Almsee Rundweg, jest wiele możliwości, nam szwędanie się po cichych zakątkach zajęło ok 2 h i przeszliśmy ok 5 km
  • będąc w okolicach Altenmarkt im Pongau polecamy psiolubny pensjonat Aparthotel Kristall https://www.aparthotelkristall.com/

Please follow and like us:

Jedna odpowiedź do “Rossbrand-niepozorny alpejski szczyt”

  1. Alpy to moje wielkie marzenie. Miło póki co przynajmniej pooglądać zdjęcia, poczytać opisy i zająć się planowaniem. PS. George wygląda bardzo dostojnie na niektórych zdjęciach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.