Śnieżne Kotły z „lotu ptaka”

Po dość wyczerpującym okresie bez możliwości dłuższych wyjazdów doczekaliśmy się urlopu i wróciliśmy w Karkonosze. Spędzając czas na szlaku w tygodniu stwierdziliśmy, że to dobra okazja do odwiedzenia popularnych, bardzo malowniczych ale jednocześnie zatłoczonych i obleganych miejsc, w które nie wybralibyśmy się w sezonie. Nie raz zapewne wpadły Wam w ręce zdjęcia „sznura” turystów w drodze na Śnieżkę czy też tłumu w okolicach Domu Śląskiego. Podobnie wyglądają rejony Wodospadu Kamieńczyka czy Szrenicy i szlaku nad Śnieżnymi Kotłami. Przyznacie, że taka „ reklama” nie zachęca do wędrówki i plasuje wycieczkę na miejscu raczej tych „nie lubianych”, zwłaszcza jeżeli chcemy zabrać ze sobą psiaka. Do tej pory omijaliśmy te miejsca szerokim łukiem ale mając w pamięci jak tam jest pięknie i będąc w Karkonoszach poza sezonem zdecydowaliśmy powędrować jednym z bardziej popularnych szlaków. Dzisiaj zabieramy Was ze Szklarskiej Poręby przez Szrenicę nad Śnieżne Kotły i jeszcze dalej…

Wycieczkę rozpoczęliśmy od krótkiej wędrówki przez las aby dotrzeć do Rozdroża pod Kamieńczykiem. Miejsca „charakterystycznego” ponieważ oprócz węzła szlaków turystycznych znajdują się tam „budki z wszelakim dobrem” i ze wszystkich stron z parkingów ciągną tłumy turystów chcących zerknąć na Wodospad Kamieńczyka i być może próbować swoich sił na dłuższych trasach. My dzisiejszego dnia (środek tygodnia) mieliśmy to szczęście, że na Rozdrożu byliśmy zupełnie sami. Powiem szczerze , że totalnie nas to zaskoczyło bo nie wierzyłam, że może być tutaj aż tak bezludnie:). Czym  prędzej ruszyliśmy w stronę wodospadu obierając czerwony szlak. Na tym etapie raczej nie ma co liczyć na widoki i atrakcje. Droga jest dosyć szeroka, kamienista a na końcu bardziej stroma.

Zimą rozgrywają się na niej dantejskie sceny ponieważ tysiące przechodzących turystów „przemienia” ją w lodowisko i czasem nawet na tak niewinnym i krótkim odcinku jak ten, raczki stają się podstawą zimowego wyposażenia bez którego można na przykład stracić zęby czy obić sobie co niektóre części ciała. Po kilkunastu minutach marszu zameldowaliśmy się przy schronisku Kamieńczyk.

Nad sam wodospad z psem nie wejdziemy więc jedynie z widokowego tarasu mogliśmy popatrzeć na toczące się wody. Wodospad Kamienczyka jest najwyższym wodospadem po polskiej stronie Karkonoszy. Ma około 27 m wysokości i składa się z trzech kaskad. Wody z progów wpadają do mierzącego około 100 metrów wąskiego wąwozu. Poniżej schroniska znajduje się wejście na turystyczną trasę dnem wąwozu ( bez psa). Po uiszczeniu opłaty zostajemy wyposażeni w kask i śmiało można z bliska oglądać Wodospad Kamieńczyka. Szybko opuściliśmy okolice schroniska i kontynuując marsz czerwonym szlakiem udaliśmy się w stronę Szrenicy. Tuż za schroniskiem znajduje się punkt  poboru opłat za wstęp do Karkonoskiego Parku Narodowego. Opłatę można uiścić w kasie lub za pomocą kodu QR.

Czerwony szlak na Szrenicę to typowa karkonoska droga, wyłożona kamieniami. Podejście jest zróżnicowane, raz łagodniejsze raz bardziej wymagające ale myśle, że przeciętny, zdrowy człowiek nie będzie miał z nim problemu.

Początkowo szlak wiódł przez malowniczy las, który po wiosennych deszczach wybuchł nienaturalną wręcz zielenią. Wpatrywanie się w tą intensywną, świeżą i bujną roślinność to totalny detoks dla oczu i odprężenie dla całego organizmu.

Nie wiedzieć kiedy za plecami pojawiły się pierwsze widoki na Góry Izerskie, a my stanęliśmy u wejścia do schroniska na Hali Szrenickiej. Muszę powiedzieć, że niby czerwiec ale odpoczynek na zewnątrz z hulającym za plecami wiatrem nie wchodził w grę. Nie zepsuło nam to humorów ponieważ bo bardzo długim czasie zamknięcia schronisk miło było wejść do środka i podziwiać widoki w cieple i przez przez okna. Tak, do schroniska na Hali Szrenickiej można wejść i nawet z nim nocować. Szybkie drugie śniadanie i ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Szrenicy.

Delikatnie wznoszący się szlak jeszcze bardziej poszerzał widokową perspektywę. Tym razem nie wchodziliśmy na szczyt, a ominęliśmy go odbijając w prawo. Nie mniej jednak widoki ze szczytu są imponujace. Parę lat temu jesienią  dotrwaliśmy do zachodu słońca i byliśmy oczarowani. Bardziej obszerna fotorelacja tutaj.

Dalsza trasa w kierunku Śnieżnych Kotłów nie jest szczególnie wymagająca. Dobrze oznaczony szlak, wydeptana droga i widoczne z daleka „ Trzy Świnki”  nie pozwoliły się zgubić. Trzy Świnki to dość charakterystyczna formacja skalna na południowym stoku Szrenicy. Moja wyobraźnia jednak nie stanęła na wysokości zadania i nie zobaczyliśmy żadnych świnek , zwyczajnie przyjęliśmy, że tam są i już! Może komuś z Was udało się dojrzeć te kształty i nas oświeci:).

Szlak generalnie był pusty, nie mniej jednak przy „takiej atrakcji” zebrała się garstka turystów chętnych na „selfie”. Po odczekaniu aż zakończą się fotosesje i nam udało się pstryknąć co nieco. Po chwili ruszyliśmy naprzód w stronę Śnieżnych Kotłów. Na horyzoncie widzieliśmy już zarys budynków stacji telewizyjnej górującej nad urwiskami.

Leniwie, spokojnie, kręcąc się w kółko wędrowaliśmy i oglądaliśmy Karkonosze i Góry Izerskie. Za nami została Szrenica, przed nami wyłaniał się grzbiet Wielkiego Szyszaka, po lewej stronie dostrzec mogliśmy Wysoką Kopę, Kopalnię Stanisław i Wysoki Kamień, a po prawej całe pasmo  czeskiej części Karkonoszy.

Według mapy przejście z okolic Szrenicy nad Śnieżne Kotły to około 1,30 h ale wydaje mi się, że nawet naszym nieśpiesznym tempem pokonaliśmy ten odcinek trochę szybciej. Wszystko jak zawsze zależy od warunków i pogody. I tak będąc w tych okolicach początkiem marca zmagaliśmy się z zaspami i mega mocnym wiatrem co skutecznie zniechęciło nas do dalszej wędrówki. Tym razem wiatr również dał nam się we znaki ale jednak czerwcowe słońce choć trochę łagodziło zimne powiewy. Dotarliśmy w końcu w okolice radiowo- telewizyjnego ośrodka nadawczego, który powstał w 1897 roku i działał jako Schronisko „Nad Śnieżnymi Kotłami”.

Z tamtąd już tylko kilka kroków i podziwialiśmy imponujące ściany Śnieżnych Kotłów. Są to dwa polodowcowe kotły wciśnięte w północne zbocza Karkonoszy pomiędzy Łabskim Szczytem , a Wielkim Szyszakiem. Górna krawędź Śnieżnych Kotłów leży na wysokości 1490 metrów n.p.m. Mały Śnieżny Kocioł położony jest po zachodniej stronie i jest głębszy, Wielki Kocioł natomiast położony na wschodzie ma wyższe, bardziej strome zbocza (do 120 metrów). Na dnie Wielkiego Kotła znajdują się Śnieżne Stawki. Zabezpieczona ścieżka wiła się  nad potężnymi urwiskami, doprowadzając nas do kilku punktów widokowych znajdujących się na krawędzi Wielkiego Kotła. Panoramy z tego miejsca należą do jedynych w swoim rodzaju tak samo zresztą jak opisywany zakątek, nie znajdziecie drugiego takiego w Polsce. 

Minusem Śnieżnych Kotłów jest ich popularność , a co za tym idzie w parze ogromne oblężenie przez tłumy turystów. My akurat mieliśmy ten komfort, że na szlaku byliśmy w środku tygodnia i grzechem byłoby narzekać ścisk ale w weekendy czy wakacje raczej nie wybralibyśmy się tam z psem. Ale to oczywiście tylko moje zdanie, a każdy z nas ma inne preferencje i może wybierać co komu bardziej pasuje.  Na zupełnym luzie, nigdzie się nie śpiesząc przeszliśmy przez wszystkie punkty widokowe i z każdej możliwej strony przygladnęliśmy się skalnym obrywom. Przyznać trzeba, że miejscami może się zakręcić w głowie.

Ze stanu zafascynowania oglądanym krajobrazem skutecznie wyrwał nas zimny wiatr dla którego żadną bariera nie była ani kurtka ani bluza ani nawet też obydwa warianty. George również wydawał się już znudzony zbyt długim staniem w jednym miejscu. Chcąc schować się przed podmuchami kontynuowaliśmy naszą wędrówkę  w kierunku Przełęczy pod Śmielcem. Odcinek był bardzo, bardzo ciekawy i miał w sobie coś z klimatu szlaków tatrzanskich. Wygodna, szeroka, udeptana droga zmieniła zupełnie swój charakter i stała się kamiennym traktem trawersującym zbocza Wielkiego Szyszaka. Uwaga na ruchome kamienie pod stopami, niby wydaje się być stabilnie ale …… przezorny zawsze ubezpieczony. George bez problemu pokonał ten fragment i wytarzał się w zalegającym jeszcze płacie śniegu.

Na przełęczy wiatr zelżał i zrobiło się bardzo przyjemnie, prawie letnio, czerwcowo. Obraliśmy kierunek zgodnie z niebieskim oznakowaniem. Planując ten fragment szlaku mocno posiłkowaliśmy się opublikowaną niedawno przez Karkonoski Park Narodowy mapą przedstawiająca szlaki na które możemy wejść z psem. Trochę się pozmieniało i od końcówki maja niestety nie wszystkie szlaki są dostępne dla turystów z czworonogami. W linku znajdziecie aktualne wytyczne i mapę, koniecznie się z tymi nowościami zapoznajcie!!! Wracając do naszej wędrówki, na Przełęczy pod Śmielcem było może kilka osób i większość z nich powędrowała dalej czerwonym szlakiem w kierunku Śnieżki. My w totalnej ciszy rozpoczęliśmy dość strome ale widokowe zejście. Powoli, omijając większe głazy czy też korzystając gdzie nie gdzie  z usypanych „stopni” zmierzaliśmy odsłoniętym zboczem w kierunku położonego niżej lasu. Schodzenie pomimo niektórych bardziej wymagających fragmentów było całkiem przyjemne. Byliśmy tylko my i otaczająca nas przyroda.

Mogliśmy wsłuchać się w odgłosy spływających gdzieś w oddali strumyków czy delektować się śpiewem ptaków. No i oczywiście nie zabrakło widoków. W lesie napotkaliśmy skrzyżowanie z zielonym i niżej czerwonym szlakiem, oba prowadziły do Schroniska pod Łabskim Szczytem , do którego również chcieliśmy się dostać, ale wędrując z psem te opcje należało sobie odpuścić.  Zeszliśmy jeszcze w dół gdzie nasz obecny szlak skrzyżował się z czarnym , którym to podchodząc kolejny raz dzisiejszego dnia pod górę dotarliśmy do schroniska pod Łabskim Szczytem.

Jak sama nazwa mówi schronisko usytuowane jest na zboczach Łabskiego Szczytu, na krawędzi Łabskiego Kotła w ciekawym i dość nastrojowym miejscu na wysokości 1168 m npm. Po trudach wędrówki postanowiliśmy chwilę odpocząć ale do tego akurat schroniska nie mogliśmy wejść z psem. Poinformowała nas o tym naklejka umieszczona na drzwiach wejściowych. Korzystając z pięknej pogody usiedliśmy na zewnątrz, wrzuciliśmy coś na ząb i kontemplowaliśmy widoki wygrzewając twarze w słońcu. George również znalazł sobie miejsce , zwinął się w kulkę i zasnął.

Po chwilowej regeneracji zebraliśmy się i żółtym, a potem zielonym szlakiem powędrowaliśmy w dół. Schodziliśmy ubitym, szerokim traktem czyli tak naprawdę nic ciekawego. No może poza widokami , które roztaczały się tuż pod schroniskiem. Reszta trasy to droga przez las do pośredniej stacji wyciągu na Szrenicę i dalej do Rozdroża pod Kamieńczykiem.

W ten oto sposób znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. W sumie to nawet chyba dobrze , że schodziliśmy drogą dojazdową bo cały dzień na szlaku dał się we znaki i nam i George:). Chcieliśmy być już w naszym uroczym miejscu noclegowym i wreszcie rozprostować kości. Podsumowując: wycieczka zajęła nam cały dzień, widoki były przepiękne, trochę zmarzliśmy ale udało się też wygrzać w słońcu. Tak jak wspomniałam na początku opisany szlak jest zachwycający pod względem widoków ale i bardzo popularny. Nie mniej jednak idąc tam „poza sezonem” możemy te wszystkie pejzaże mieć ( prawie) tylko dla siebie.

PRAKTYCZNIE:

  • początek trasy na Rozdrożu pod Kamienczykiem ( Szklarska Poręba) aby się tam dostać można skorzystać z parkingów usytuowanych w niewielkich odległościach od Rozdroża; ceny 10-20 zł za dzień
  • szlak należy raczej do tych bardziej zatłoczonych więc jeżeli braknie miejsc na parkingach nie parkujcie aut wzdłuż ulic ponieważ zostaną skutecznie odholowane lub za wycieraczką znajdziecie mandat
  • ze względu na dużą popularność i Wodospadu Kamienczyka i pozostałych opisywanych punktów trzeba liczyć się z dużą ilością turystów na szlaku; zalecane wyjście wcześnie rano lub poza sezonem
  • od maja 2021 w Karkonoskim Parku Narodowym zostały wprowadzone pewne ograniczenia co to turystów z psami, nie wszystkie szlaki są dostępne; mapka aktualnych szlaków tutaj
  • wstęp do KPN jest płatny; osoba dorosła 8 zł; dziecko do 7 lat bez opłat; pies bezpłatnie ( w kasie pobieraliśmy dla George bezpłatny bilet); w często odwiedzanych miejscach opłatę można uiścić w kasie (karta, gotówka) lub za pomocą kodu QR znajdującego się na tablicy; w miejscach mniej uczęszczanych znajdują się tylko tablice z kodami QR; oczywiście istnieje możliwość zakupu biletów przez internet
  • na opisywanym szlaku mijamy 4 schroniska górskie 
  • nocleg: psio-przyjazny, nieduży, urokliwy pensjonat Wysoka 5
  • szlaki: Rozdroże pod Kamieńczykiem- Wodospad Kamieńczyka, (czerwony 🟥, 0,30h); Wodospad Kamieńczyka – Hala Szrenicka, (czerwony🟥, 0,50h); Hala Szrenicka- okolice Przełęczy pod Śmielcem, (czerwony🟥, 2h); okolice Przełęczy Pod Śmielcem- Wysoki Most, (niebieski🟦, 1h); Wysoki Most- Schronisko pod Łabskim Szczytem, (czarny⬛️, 1,10);Schronisko pod Łabskim Szczytem – Rozdroże pod Kamieńczykiem ( żółty 🟨 i zielony🟩, 1,15h)
  • dystans:ok. 24 km; czas: 7,30h; wznios: 1086 m
Mapka

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.